Poszukiwań ciąg dalszy

Pierwszy dzień w kolejnej pracy, ale w końcu takiej, która miała spełnić moje oczekiwania. Już jako Java Developer mogłem się pochwalić swoim stanowiskiem na LinkedIn 😂 Tylko tak, faktycznie mogłem pracować w Javie oraz Spring’u, ale starłem się z chaosem. Brak było jakiejkolwiek metodyki prowadzenia projektu. Zespół składał się z 5 deweloperów i 4 ludzi od wsparcia, a także jednego managera. I jak się okazało to on był „wąskim gardłem” naszego działu. Miał chyba zbyt dużo rzeczy na głowie i nie potrafił sobie z tym poradzić. W związku z czym potrafiłem nie mieć przez tydzień żadnego zadania…

Kolejny raz dylemat

No i powstał dylemat, mam wymarzone stanowisko, ale po raz kolejny stoję w miejscu. Nic a nic się nie rozwijam, więc co, znowu szukać pracy?

Na szczęście los się tym razem do mnie uśmiechnął i otrzymałem propozycję spotkania się na niezobowiązująca rozmowę kwalifikacyjną dzięki pomocy znajomego. Co mnie bardzo zaskoczyło, po jej zakończeniu natychmiast otrzymałem ofertę! Praktycznie od razu się zgodziłem z nadzieją, że skoro to praca uzyskana po znajomości to ktoś będzie mi dawał rozwojowe zadania do wykonania.

Ponowne zapoznawanie się z firmą

Pierwszego dnia pracy dowiedziałem się, że zespół będę stanowił ja i mój przełożony 😂. Jednak w ciągu miesiąca zatrudnione zostały kolejne 3 osoby do zespołu Javowego. Praca wyglądała na początku na bardzo prosperującą i ciekawą. Co prawda nie było tutaj Spring’a, wszystko opierało się na serwletach (przynajmniej była Java 8 😉), ale miałem bardzo dużo developmentu. Był backend i frontend. Co ciekawe interfejs graficzny był pisany w firmowym framework’u nazwanym J2J. Polegało to na tym, że stworzony kod w Javie był przetwarzany do JavaScript’u 🤯. Okazało się, że skonstruowali coś takiego wewnątrz firmy, bo nie mają zaufania do zewnętrznych rozwiązań (co dla mnie jest nie do końca zrozumiałe – syndrom Not-invented-here). Przy okazji działaliśmy na Linux’ie dając mi możliwość nauki podstaw tego systemu. Wszystko przebiegało naprawdę ciekawie aż w końcu pojawiły się pierwsze oznaki irytacji oraz znudzenia.

Brak nici zrozumienia

Powtarzalność zadań, zamknięcie się na nowe rozwiązania nie przypadły mi do gustu. Dodatkowo brak jakichkolwiek testów tłumaczono tym, że jako deweloper powinno się pisać bezbłędnie oprogramowanie.

Próba przejścia na Gita także zakończyła się porażką “bo nie”. Wszystko było do przełknięcia, ale zdarzył się gorszy dzień i wysłałem CV do 3 miejsc tak na spróbowanie. Dwie firmy się odezwały. Wykonałem zadania rekrutacyjne online i zostałem zaproszony do jednej z nich na rozmowę kwalifikacyjną. Wybrałem się w ustalone miejsce na ustaloną godzinę. Od razu po rozmowie miałem przeświadczenie, że to była porażka. Na część pytań nie znałem odpowiedzi, na część połowicznie odpowiedziałem. Przez to moje nastawienie było takie, że dalej będę robił to co robię. Jednak oddzwonili i… zaproponowali mi pracę!

To jest w końcu to!

Zgodziłem się, bo wiedziałem, po wcześniejszych rozmowach kwalifikacyjnych, jakie pytania dotyczące firmy mam zadawać, a ich odpowiedzi bardzo mi się spodobały. Więc w ten sposób znalazłem się, po długich przejściach, w firmie, w której pracuję do dziś. I nie żałuję! Piszę testy jednostkowe i integracyjne, mam styczność z ciekawymi bibliotekami i framework’ami, działam w Scrumie, mogę podziałać z Dockerem. Pracuję tak już od ponad pół roku i nigdzie się nie wybieram 🙃.

Dalsze działania

Oto cała moja historia z przebranżowienia się oraz poszukiwania swojego miejsca w branży IT. Osiągnąłem to co chciałem w trochę ponad 2 lat, więc musiałem trochę podziałać w tym temacie. Dziękuję Ci, że chciałeś razem ze mną przejść przez ten temat zmiany branży. Następne artykuły chciałbym poświęcić na sprawy bardziej związane z zarządzaniem w IT oraz tematy czysto techniczne.

Podziel się ze mną swoją opowieścią, czy Twoja kariera zaczynała się w podobny bądź może zupełnie inny sposób. Napisz o tym w komentarzu lub skontaktuj się ze mną mailowo.

Podziel się tym z innymi!

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Michał pisze:

    Miałem podobne doświadczenia. Ale tak to niestety już jest kiedy managerem zostaje osoba całkowicie nie znająca się na zarządzaniu projektami. Większość czasu przesiadujesz bezczynnie czekając aż Ci dadzą jakieś zadanie. Albo zachwiana organizacja pracy. Najgorsze są zespoły, którymi zarządzają osoby zajmujące się wszystkim innym oprócz zarządzaniem. Zamknięcie na nowe technologie i rozwój też ma swoje początki końca kariery w tej firmie. Widzę to po sobie. Nie masz rozwoju nie widzisz miejsca we firmie.

  2. Zgadzam się z Tobą w 100%! Zdarza się czasami tak, że osoby, które zajmują stanowisko managerskie po prostu sobie z nim nie radzą. Praca w zespole się kręci, bo siedzą tam starzy wyjadacze. Problem pojawia się, gdy zatrudniona jest nowa osoba, której ciężko się „wgryźć” w temat projektu bez odpowiedniego wprowadzenia. Dodatkowo taki bałagan w zarządzaniu potrafi naprawdę zniechęcić.
    Z tego powodu nie ma co czekać tylko szukać odpowiedniej pracy dla siebie, która spełni wszystkie oczekiwania. Życie jest zbyt krótkie, aby siedzieć w czymś co nie przypadło Ci do gustu…

    Dzięki wielkie za odpowiedź i życzę Ci samych sukcesów!